Notice: Use of undefined constant d - assumed 'd' in /home/admin/domains/katolik.pl/public_html/komputer/showa.php on line 2

Notice: Undefined variable: menu in /home/admin/domains/katolik.pl/public_html/komputer/menu.inc on line 23

Notice: Undefined variable: szczegoly in /home/admin/domains/katolik.pl/public_html/komputer/showa.inc on line 28
 

   Prawo
 powrót
OEM-owe pułapki

OEM-owe pułapki

Przy okazji kupowania sprzętu często stajemy się też użytkownikami dołączonego do niego oprogramowania. Tylko czy aby na pewno legalnymi użytkownikami? Jak to sprawdzić?

Większość posiadaczy komputerów raz na kilka-, kilkanaście miesięcy z oszczędnościami w dłoni staje przed wyborem: kupić nowe kolczyki dla swojej ukochanej czy też doposażyć - nie mniej uwielbiany - komputer. Często kobieta przegrywa z maszyną, w domu przybywa nam zaś kolejne cudo techniki. Przy okazji dostajemy znacznie mniej efektowne, często opakowane jedynie w papierowe koperty płyty CD-ROM z oprogramowaniem. Znajdujące się na nich wersje OEM to prezent od producenta drukarki, płyty głównej czy karty graficznej. Może się zdarzyć, że wartość dołączonego software'u przewyższa cenę hardware'u.

Kiedyś mało kto zwracał uwagę na te dodatki. Jednak obecnie, po kilku spektakularnych antypirackich akcjach policji, legalne, a przy tym darmowe oprogramowanie wzbudza większe zainteresowanie. Hmm... czy to możliwe, żeby było jednocześnie darmowe i legalne, a do tego pochodzące od znanych producentów? Owszem, możliwe. Tylko czy nie kryją się tu żadne pułapki? Wszak kary za niezgodne z prawem korzystanie z oprogramowania (patrz: Cywilizowanie cyberprzestrzeni i Kłopotliwe, bo... darmowe?) są dotkliwe...
 

Nic za darmo?

Cóż, nie ma rzeczy doskonałej i nawet oprogramowanie OEM ma pewne wady. Oprócz tego, iż często są to starsze lub nieco okrojone wersje znanych pakietów, zdarza się, że ich nabywcy nie mają prawa do upgrade'u do nowszej wersji. Brak możliwości uaktualnienia nie byłby taki dotkliwy, skoro starsze, OEM-owe wydania są sprawdzone i wystarczająco funkcjonalne. Gorzej, że nie każdy może z nich korzystać.

Wielokrotnie okazuje się bowiem, iż program dołączony do skanerów producenta X może być używany wyłącznie w warunkach domowych - do użytku osobistego. Wówczas korzystanie z takiego "softu" w prowadzonym małym studiu fotograficznym staje pod znakiem zapytania. By nie zostać mimowolnie przestępcą, najlepiej jeszcze w sklepie, a najpóźniej po przyjściu do domu przeczytajmy umowy licencyjne, które towarzyszą dołączonym programom. Zróbmy to, zanim jeszcze wypakujemy i podłączymy np. skaner czy drukarkę.

Z czego się biorą takie komplikacje? Po raz kolejny wraca tu kwestia odpłatności - OEM nie jest darmowy: zapłacił za niego producent sprzętu, uzyskując prawo od odsprzedania go razem z np. kartą graficzną i... na określonych warunkach. Jeśli twórca aplikacji wynegocjował, że odda swoje dzieło nabywcom płyt głównych firmy X, ale pod warunkiem, że nie będą oni używali danego software'u np. w piątki, to klientowi końcowemu pozostaje zaakceptować ten warunek lub w ogóle zrezygnować z korzystania z aplikacji OEM. 


Osierocony OEM

Oprogramowanie w wersjach OEM (Original Equipment Manufacturer) w swoim założeniu skierowane jest do producentów systemów komputerowych, podzespołów czy też urządzeń. Jest to swego rodzaju transakcja łączona, która polega na powiązaniu soft-ware'u ze sprzętem wybranego producenta. Taka niesamodzielność oprogramowania rodzi kilka pytań.

Po pierwsze, czy dokonanie zakupu hardware'u z dołączonym do niego programem oznacza, iż może on być używane tylko razem z wspomnianym wcześniej urządzeniem? Tego rodzaju zastrzeżenia znaleźć można w przeważającej większości umów licencyjnych. Czytamy tam więc, że jeżeli naszemu oprogramowaniu nie towarzyszy określony sprzęt, nie mamy prawa z niego korzystać. Licencja to nic innego, jak tylko umowa, na podstawie której podmiot prawa autorskiego (najczęściej autor lub producent) zezwala na korzystanie z utworu na określonych warunkach. Warunki mogą być określone dość dowolnie, byle jednak zgodne były z treścią powszechnie obowiązujących przepisów prawnych. Podążając wskazanym torem, zapytać można, czy dołączenie programu (z definicji bezpłatnego) do urządzenia powoduje, iż używanie software'u bez hardware'u stawia nas na równi z miłośnikiem warezów, który ściągnął taki sam program z ukrytego gdzieś na antypodach serwera? Tu regulacje prawne nie są już wcale oczywiste. Wskazuje się na irracjonalność stawiania zarzutu piractwa użytkownikom wersji OEM. Obrazuje się ją dla przykładu następującą sytuacją: ktoś udaje się do galerii handlowej, gdzie dowiaduje się, iż jeśli kupi parę butów, dostanie fosforyzujące sznurówki. Z tym jednak zastrzeżeniem, że owych sznurowadeł używać będzie można tylko w połączeniu z butami pochodzącymi od jednego, jedynego producenta. Absurd? Owszem. Na szczęście irracjonalność analogicznej sytuacji w świecie komputerów zaczęła być dostrzegana przez stróżów prawa.

W omawianym kontekście dla wielu użytkowników OEM interesujące jest jedno z orzeczeń niemieckiego Sądu Najwyższego. Postanowiono tam, że możliwe jest przeniesienie praw do programu w wersji OEM na osobę trzecią także w tych sytuacjach, gdy poprzedni właściciel pozostawił sobie urządzenie, do którego oryginalnie dołączony był sporny software. Zatem możliwe stałoby się legalne odkupienie oprogramowania od pierwotnego właściciela, bez nabywania od niego oryginalnego sprzętu. Pojawiło się więc światełko w tunelu software'owego absurdu.
 

Nie jestem wielbłądem!

Kolejnym, stosunkowo często stawianym przez Czytelników pytaniem jest to, w jaki sposób udokumentować legalność posiadanych przez siebie wersji programów OEM. Tu jednak wraca kwestia poruszona w Cywilizowanie cyberprzestrzeni - następuje bowiem niebezpieczne odwrócenie zasad obowiązujących w prawie. Przykładem może być sytuacja postawienia zarzutu posiadania i używania nielegalnego programu, gdy osoba dokonująca kontroli nie chciała przyjąć do wiadomości, iż użytkownik ma tylko nośnik z numerem seryjnym, a umowa licencyjna dostępna jest wyłącznie w formie pliku TXT. To nie my jednak mamy wykazywać naszą niewinność, lecz organa ścigania muszą udowodnić bezprawność i winę w naszym zachowaniu. Zatem w mojej ocenie posiadanie oryginalnego nośnika z np. Norton Internet Security 2003, który dołączany jest do wybranych płyt głównych, w zupełności wystarcza, aby go spokojnie instalować bez obawy posądzenia o piractwo. Osobną rzeczą jest, że jeśli po roku chcemy go nadal używać, powinniśmy wykupić subskrypcję na uaktualnienia baz wirusów.
 

Łowcy jeleni

Kwestią ostatnią, która jest równie ważna, a dotychczas mniej zauważana, jest naganne postępowanie niektórych sprzedawców. Niektórzy z nich sprzedają oprogramowanie OEM bez żadnego towarzyszącego mu sprzętu. Co gorsza, nie informują przy tym nabywców, że nie może takiego pakietu używać legalnie. W efekcie klienci stają się nieumyślnymi paserami. W takich sytuacjach sprzedawca tłumaczy się najczęściej nieznajomością umowy, nieoficjalnie zaś dodaje, iż pełnych wersji z uwagi na cenę nikt nie chce kupować. Tego rodzaju wypowiedzi są nie na miejscu - wskazują, że przedsiębiorca winien natychmiast zmienić zawód. Nim jednak znikną nieuczciwi sprzedawcy, sami musimy pilnować, by nie sprzedano nam oprogramowania OEM jako wersji samodzielnej. Oprogramowanie OEM, co wyżej zaznaczono, kierowane jest do producenta sprzętu i jako takie na rynku pierwotnym jako samodzielny produkt ex definitione nie powinno się znaleźć.
 

"Licencja powinna być przeczytana"

Na zakończenie powtórzę komputerową wersję motta "Ceterum censeo Carthaginem esse delendam", czyli: czytajmy licencje, zanim dokonamy instalacji OEM-u. Czytajmy umowy, zanim uruchomimy jakiekolwiek oprogramowanie! Najlepiej jeszcze przed dokonaniem zakupu sprawdźmy, co nabywamy i na jakich zasadach możemy danego produktu używać. 

Rafał Korczyński

***

Listy do prawnika

Programy z Niemiec
Zamówiłem na aukcji Allegro program Adobe Photoshop 6.0 w wersji OEM. Sprzedawca twierdzi, że w Niemczech można sprzedawać program bez urządzenia, do którego był dołączany. Wystawiana jest faktura VAT na ten program. Skoro niemieckie prawo dopuszcza sprzedaż takiego oprogramowania, to czy obywatel Polski, kupując ten software, może go legalnie używać? Ta wersja programu jest dopuszczona do sprzedaży na terenie dla Europy. Czy fakt zarejestrowania produktu u producenta jest jednoznaczny z uwierzytelnieniem jego legalności? Czy to jest oferta w pełni legalna?
Wojciech Białkowski

Trudno powiedzieć, czy transakcja, o której pisze nasz Czytelnik, jest w świetle obowiązujących w Polsce przepisów w pełni legalna. Prawdą jest, że u naszych zachodnich sąsiadów sytuacja związana z wersjami OEM uległa zmianie dzięki jednemu z orzeczeń odpowiednika naszego Sądu Najwyższego. Ów sąd orzekł, iż po dokonaniu zakupu jakiegoś urządzenia wraz z programem w celu przeniesienia praw licencyjnych do owego software'u na inną osobę nie jest konieczne oddawanie jej również hardware'u. Jeśli obywatel Polski zdecyduje się tą drogą na zakup z fakturą sprzedaży, sądzę, że nie powinien mieć z tego powodu problemów.

Samo dokonanie rejestracji nie oznacza legalizacji oprogramowania. Można wyobrazić sobie sytuację, w której to złodziej lub paser dokona rejestracji - czy miałoby to oznaczać, że został legalnym użytkownikiem programu? Zdecydowanie nie. O legalności świadczy fakt, iż korzystamy z programu zgodnie z umową licencyjną i innymi przepisami prawa (w tym ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Rafał Korczyński
 

Artykuł pochodzi
z CHIP-a nr 6/2004


 

 

Kontakt i o nas | Wspomóż nas | Reklama | Księga Gości

Copyright (C) Salwatorianie 2000-2011